Olga Frycz, w poszukiwaniu sposobów na ujędrnienie skóry biustu, zdecydowała się na zabieg z użyciem kwasu L-polimlekowego, który jest znany ze swoich właściwości stymulujących produkcję kolagenu. Zabieg ten miał na celu poprawę wyglądu piersi, jednak efekty okazały się być dalekie od oczekiwanych. Już w drugiej połowie lutego aktorka zwróciła się z prośbą o radę do swoich obserwatorek na Instagramie, sugerując, że napotkała na poważne problemy po zabiegu.
Niepokojące wyniki badania USG
Podczas rutynowego badania USG, które Olga Frycz przeprowadza dwa razy w roku w ramach profilaktyki, radiolog zauważyła nieprawidłowości, które nie mogły być jednoznacznie zinterpretowane. Nie było jasne, czy zmiany są bezpośrednim skutkiem zastosowania kwasu L-polimlekowego, czy też mogą mieć inny, być może bardziej niepokojący charakter. Ta niepewność doprowadziła do konieczności przeprowadzenia dodatkowych badań, w tym rezonansu magnetycznego z kontrastem oraz biopsji, co stanowiło źródło ogromnego stresu dla aktorki.
Olga Frycz, dzieląc się swoją historią, wyraźnie podkreśliła, że żałuje decyzji o poddaniu się zabiegowi. Stres i niepewność związane z dalszą diagnostyką oraz obawa o swoje zdrowie skłoniły ją do refleksji nad wyborem metod poprawy wyglądu.
Bardzo dużo stresu mnie to kosztowało. Mogę powiedzieć, że żałuję, że to sobie zrobiłam.
- podsumowała aktorka.