Justyna Steczkowska wystąpiła w Oslo
Za niewiele ponad miesiąc Justyna Steczkowska zaprezentuje na Eurowizji swój konkursowy utwór „Gaja”. Tegoroczna reprezentantka Polski o awans do finału zawalczy podczas zaplanowanego na 13 maja pierwszego koncertu półfinałowego. Planuje spektakularny show, jednak nie ukrywa, że nie jest łatwo, bo producenci nie są przychylni wszystkim jej pomysłom. Steczkowska marzy m.in. o byciu podwieszoną nad sceną – podobnie jak to miało miejsce w czasie preselekcji.
W zeszły weekend Justyna poleciała do Norwegii, gdzie w ramach promocji swojej piosenki zaśpiewała na pierwszej z przedeurowizyjnych imprez. W Oslo także nie obyło się bez komplikacji. Choć sam pobyt w mieście wspomina bardzo dobrze, to już przygotowania do występu i sam koncert nie poszedł tak, jak by sobie tego życzyła.
Po czym pojechaliśmy na próbę i tu zaczęły się schody – wyjawiła w rozmowie z WP Lifestyle.
Problemy Steczkowskiej w Norwegii
Mimo że norweska ekipa była dla Steczkowskiej bardzo miła, to reprezentantka Polski napotkała problem, który był dla niej wielkim zaskoczeniem. Wcześniej zapewniano ją, że będzie inaczej. Na miejsce przyjechała z własnym realizatorem, jednak ostatecznie jej występem zajmował się ktoś inny.
„Mam swojego realizatora, nie pracuję z innymi ludźmi, ponieważ to jest moja prawa ręka (…), zna każdy dźwięk mojej piosenki. On jeździ ze mną od lat i musi je znać. Musi znać mój cały repertuar, żeby wiedzieć, gdzie ma podciągnąć dźwięk, gdzie ma podgłośnić, kiedy mówię szeptem” – wyjaśniła.
Tymczasem na miejscu musiała oddać swój show w ręce obcej osoby. „Nie mówię, że nie ma pojęcia o swojej pracy – on nie ma pojęcia o mnie. Dlatego byłam z lekka wściekła, ponieważ zeszłam z tej próby, miałam tylko siedem minut, jak każdy. Szanuję to, to jest konkurs, godzę się na te warunki, ale te siedem minut nie zostało w ogóle wykorzystane. Ja wcześniej zgłosiłam to, że będę ze swoim realizatorem, za którego sama płacę, robię wszystko tak, żeby im ułatwić pracę i nie zostało to poszanowane” – stwierdziła gorzko, dodając:
Koniec końców ten dźwięk, uważam, był beznadziejny, nie z mojej winy, absolutnie nie z mojej.
Norwegowie przeprosili Steczkowską
Ostatecznie organizatorzy z Norwegii przeprosili Polkę za nieprzyjemną sytuację. Ona natomiast zadbała już, by nie powtórzyło się to na żadnej z nadchodzących imprez. Oficjalnie zwróciła się do ekip odpowiadających za następne wydarzenia:
I teraz wszystkie te kraje odpisały: tak, oczywiście, tak będzie, a Norwegia mnie przeprosiła. Jak widać, czasem warto stawiać warunki.
Jak zaznaczyła w rozmowie z WP, nie zamierza „gwiazdorzyć”, chce jedynie za każdym razem zapewniać publiczności widowisko na jak najwyższym poziomie. „Czy oni potem będą mówili, że gwiazdorzę? Myślę, że mam to gdzieś. Bo ja nie gwiazdorzę. Ja profesjonalnie chcę wykonać swoją pracę, dlatego że przyszli tam ludzie, którzy zapłacili za bilety. A to jest dla mnie najważniejsze” – podkreśla,